|
REKOMENDACJE /
Sztuka łączenia neuronów, czyli wyznania nałogowej kursantki
Nie będą Cię rozumieć. Część znajomych popuka się w głowę, a znana sieć handlowa wyśmieje Cię w reklamie. Pieniądze powinno się wydawać na rzeczy, nie?
Co łączy taniec brzucha, tai chi i średniowieczną kaligrafię?
REKLAMA GOOGLE
Zacząć można tak, albo tak, albo jeszcze inaczej. To tak, jak z kursami. Możliwości jest wiele, ale najważniejsze, że w tej podróży Ty możesz być i kapitanem i okrętem i sterem. Nie wiadomo, dokąd Cię zaprowadzi, z pewnością jednak po drodze znajdziesz radość odkrywania.
Coś o tym wiem. Jestem kursową weteranką na pograniczu uzależnienia. Jako „słomiany ogień” i typ „z kwiatka na kwiatek” w kursach znajduję możliwość flirtowania ze światem i badania, co najróżniejsze aktywności mogą do mojego życia wnieść.
Co ważne, nie mam tu na myśli programu obowiązkowego. Tak, niezależnie od tego jak świetnie sobie radzimy w pracy, z tyłu głowy nie milknie znany głos: Trzeba podnosić kwalifikacje. Powodów jest co najmniej tyle, co konkurentów do miejsca pracy. Kasa, kasa, kasa.
Ja jednak chcę Cię przekonać, że na życiowej równoważni równie potrzebna jest zabawa, nie wspominając o odrobinie niepoczytalności. Dlatego chcę przed Tobą roztoczyć wizję jazdy kompletnie nieobowiązkowej i programu totalnie dowolnego, z karkołomnymi figurami wyobraźni. Takimi, żeby Twój życiowy partner/partnerka, zrobił w przedpokoju Rejtana, gdy będziesz wychodzić na swój nowy kurs. Żeby w Twojej głowie przynajmniej raz w czasie wykonywania poleceń prowadzącego pojawiła się myśl: Ależ ja się tu wygłupiam! Żeby Twoi poukładani znajomi popukali się w czoła, gdy spróbujesz zarazić towarzystwo entuzjazmem do świeżo nabywanej umiejętności.
Zapytasz może: Dlaczego mam wkładać serce we własnoręczne lepienie kolejnej popielniczki, jeśli i tak wiadomo, że nigdy nie spocznie w niej mój pet, bo piątkowa grupa zabierze dzieło do swojego domu? Albo ryzykować zwichnięcie stawu biodrowego na warsztatach z gwiazdką You can dance, która usiłuje wyzwolić w każdym wewnętrznego Justina Timberlake’a, bez względu na chęci i elastyczność wiązadeł? Przyznaję, pewne niebezpieczeństwo rozczarowania, kompromitacji, a nawet uszkodzenia ciała istnieje, a jednak warto – ba! trzeba – takie ryzyko podjąć. Gdyż nagrody są słodkie – i niepoliczone.
Zanim sporządzisz swoją listę, pozwól, że przedstawię Ci mój osobisty zbiór topowych odpowiedzi na kluczowe pytanie Dlaczego powinnam pójść na kurs, który mnie tak bardzo kusi, chociaż teoretycznie nie jest to niezbędne do mojego przetrwania w tym świecie?. Otóż dla mnie:
· Będzie to wielka frajda, no a przy okazji...
…nabywanie nowych umiejętności tworzy w mózgu świeże połączenia neuronowe, rozwijając kreatywność.
· Spotkam fajnych ludzi, a nawet jeśli nie...
…będę miała naprawdę ciekawy temat do rozmowy w towarzystwie, a jeszcze...
…stanę się gwiazdą każdej imprezy, jeśli zechcę – bo przecież każdy będzie chciał zobaczyć jak kręcę pupą w rytm dancehallu!
· Każdy nowy kurs zwiększa szansę, że umrę nie żałując, że czegoś w życiu nie zrobiłam...
…bo od dziecka marzę, żeby zatańczyć sambę ubrana w cekinowe sutki i ogon z piór, ale nie znam kroków.
· Coś mnie w życiu krępuje, z czymś mi trudno, czegoś się boję...
...więc właśnie to zrobię. A co!
· Spełnię swoje marzenie, a w ostateczności...
…przekonam się, że tak naprawdę wcale nie chcę być kierowcą rajdowym.
· Nie muszę we wszystkim być mistrzem, ale jeśli sama spróbuję coś zrobić, mogę naprawdę docenić czyjeś mistrzostwo – i lepiej zainwestować pieniądze wybierając obraz do powieszenia na ścianie czy koncert, na który zaproszę melomana, na którym chcę zrobić wrażenie.
· Każda nowa umiejętność – nawet jej ślad – sprawia, że więcej widzę, czuję, słyszę i lepiej rozumiem świat.
· Zapłaciłam za kurs, co zwiększa szanse, że zmuszę się do wyjścia z domu, nawet jeśli nie będzie mi się chciało...
…i kto wie, może to właśnie dziś, na tej drodze, przeznaczony mi milioner potknie się i padnie do mych stóp.
· W każdym razie będę miała tę godzinę tylko dla siebie.
· Sprawdzę, gdzie mnie ta konkretna ciekawość chce zaprowadzić...
…i odkryję w sobie dziecięcą radochę odkrywania!
· Bo znacznie weselej być piratem, niż żołnierzem admirała. Wielbiciele Jacka Sparrowa wiedzą, co mam na myśli.
· Chcę sprawdzić, na co mnie stać. A nuż tkwi we mnie geniusz?
· Kiedy już znajdę swoją drogę, poznam smak krwi, potu i łez na drodze do mistrzostwa – wtedy jeszcze o mnie usłyszycie.
Wystarczy? Dla mnie tak. A jeśli chcesz się dowiedzieć, co odkryłam podczas mych licznych kursów: kaligrafia to sztuka precyzyjnego gestu. Tu każdy ruch ma znaczenie – podobnie jak w tańcu brzucha. W jednym i drugim potrzebny jest płynny ruch bez wysiłku – który rozwijany jest w tai chi. Kiedy w mózgu tworzą się świeże połączenia nerwowe, odkrywamy, jak pięknie rzeczy łączą się ze sobą. A nowe umiejętności mogą się okazać przydatne w najbardziej niespodziewanych okolicznościach życia. Czego i Tobie życzę.
Weteranka
|
|
|
|