REKOMENDACJE /

DROGA DŹWIĘKU, DROGA CISZY Jacka Ostaszewskiego

Z Jackiem Ostaszewskim – kompozytorem, muzykiem, liderem grupy Osjan, wieloletnim wykładowcą Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, autorem metody edukacji muzycznej "Droga Dźwięku, Droga Ciszy" obejmującej nowatorskie podejście do pracy z rytmem i melodyką – rozmawia Monika Dudek.

REKLAMA GOOGLE



  • Jacku, do czego Ci jest bliżej? Do dźwięku czy do ciszy?
To, co praktykuję, to nie jest metoda, która ma zaspokajać moje przyjemności lub moje poczucie bliskości lub odległości. Z całą pewnością, to, co jest istotne w treningu muzycznym to jest kontrast, podstawowy środek, którym operują ludzie sztuki.

Można powiedzieć, że cisza i dźwięk, to dwa dopełniające się bieguny. Dźwięk rodzi się z ciszy i powraca do ciszy, z kolei jesteśmy w stanie rejestrować ciszę dzięki dźwiękom, które są wcześniej. Jeżeli piszę muzykę teatralną i chcę żeby słowo padło w ciszy, żeby nabrało wagi, muszę zamazać wcześniejsze kwestie dźwiękiem i wtedy nagle to jedno słowo w ciszy działa z podwójną siłą.

Cisza jest jednym z największych sprzymierzeńców kompozytorów, tylko w ciszy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić dźwięki. Kiedy jestem np. na lotnisku słyszę muzykę, która cały czas tam leci, taka typowa „muzyka lotniskowa”, taką też słyszymy w domach towarowych, wtedy nie jestem w stanie nic zrobić, ciągle jestem atakowany przez niechciane przeze mnie dźwięki.

Dźwięk z kolei jest czymś fundamentalnym i musimy sobie uświadomić, że dźwięk jest energią, w związku z tym praca z dźwiękiem jest pracą z energią. Sami jesteśmy energią, a więc rozpoznając pewne prawidła, którymi się kierujemy w muzyce, możemy powiedzieć, że rozpoznajemy również i siebie.

Oglądałem niedawno dokument poświecony zagadnieniu, jak działa program muzyczny na mózg, który potwierdził moje przeczucia, że trening muzyczny jest czymś więcej, niż tylko treningiem pewnego zawodu muzycznego, gdzie towarem jest muzyka, że to również jest coś, co oddziaływuje na osobowość. Według tych badań trening muzyczny zwiększa o kilka procent IQ, wyrabia cechy, które są cechami uniwersalnymi, np. komunikatywność, która jest wartością uniwersalną, bez względu na to, jaki zawód uprawiamy. Jest także bardzo istotna w naszych relacjach intymnych.
Tak więc, jeżeli rozwijamy jakąś umiejętność, to nieistotne jest, jakim posługujemy się językiem, przy czym muzyka jest tym językiem, który przynosi bardzo szybkie rezultaty. Stwierdzono z całą pewnością, że dzieci, które chodzą do szkół muzycznych, mają większą zdolność koncentracji niż te, które nie chodzą.

  • Słuchanie muzyki, śpiewanie, wymaga skupienia...
Tak, a mało jest dzieci, które w wieku siedmiu lat ćwiczą po cztery godziny dziennie, a to przynosi konkretne rezultaty.

  • A więc jakikolwiek kontakt z muzyka, nawet uczenie się na pamięć piosenki jest swego rodzaju treningiem muzycznym, a więc i duchowym?
Ja staram się nie nadużywać tego słowa "duchowy", czuję, że to słowo jest nadużywane, ale wydaje mi się, że nie jest przypadkiem, jak wspomniałem, że muzyka jest obecna we wszystkich kulturach, a trening muzyczny kiedyś nie był treningiem wybrańców, a treningiem całych wiosek.
Jeżeli przychodziło do pieśni obrzędowych, to śpiewali wszyscy, a nie zawodowy chór obrzędowy.
Wszyscy też tańczyli... Teraz tak nie jest i myślę, że to dzieje się z wielka szkodą dla tych, którzy są pozbawieni dostępu do tańca, do muzyki.


  • Czy myślisz, że muzyka powinna być jednym z podstawowych elementów kształcenia w szkołach?
A co to znaczy kształcenie w szkole? To kolejne zagadnienie, nad którym trzeba się zastanowić, ponieważ na dobrą sprawę, jak obserwuję edukację muzyczną w szkołach podstawowych, pozostawia ona bardzo wiele do życzenia. Wydaje mi się, że już na starcie założenia są takie, że nie potrafią wzbudzić w dzieciach autentycznego zainteresowania tym, co robią.

W moich czasach w szkole podstawowej uczyliśmy się kanonu pieśni patriotycznych, bo coś trzeba było śpiewać. Nie mam nic przeciwko pieśniom patriotycznym, ale trzeba też iść za głosem ich potrzeb, bo tylko wtedy jesteśmy w stanie zainteresować ich tym, co robią.
Gdy mój syn oznajmił, że chce zostać perkusistą rockowym, złapałem się za głowę, bo wiedziałem, co będzie się działo, a z drugiej strony pomyślałem: na wszystkim można się uczyć. Gdybym być może od początku chciał go uczyć Chopina i Schumanna, to pewnie bym poległ, a z chwilą, gdy kupiłem mu bębny, walił w te bębny przez pięć lat, aż się znudził. I dobrze mu szło na tych bębnach, ale pytał, co dalej, jak poszerzyć to granie o inne elementy muzyki. A dzisiaj jest skończonym organistą. Czy trening na bębnach nie był mu potrzebny? Jak najbardziej był potrzebny. Nauczył go dyscypliny, wiedział, co to dyscyplina muzyczna, wartości rytmiczne, bębny dawały też niezależność rąk i nóg. Gdybym zaczął od organów, zmuszania go do grania na tym instrumencie, to pewnie nigdy by organistą nie został.

Graj na czym chcesz, tylko ćwicz, trzeba ćwiczyć, czas poświęcać, jeżeli się coś lubi, to temu trzeba czas poświęcać. Jeśli się kocha żonę, to trzeba jej poświęcać czas. Jeśli się kocha muzykę, trzeba jej poświęcać czas.

  • A jak się kocha siebie?
Jak się kocha siebie, to mamy problem?..

Ale chcę uniknąć narzekania, jak to u nas jest źle, ważne, by znajdować rozwiązania, które pomogą ludziom zrozumieć sens muzyki i sens muzycznego treningu, gdyż on jest czymś fundamentalnym we wszystkich kulturach świata.

Kiedyś, dawno temu, zadawałem sobie pytanie, po co człowiekowi w ogóle potrzebna jest muzyka, występuje przecież we wszystkich kulturach. Samo wytłumaczenie, że muzyka jest treścią rytuałów nie zaspokajała mojej ciekawości, bo pytanie wobec tego brzmi: po co ta muzyka w rytuałach?
Jest też bliska tańcowi, słowu, poezji, poprzez umuzycznienie tekstów można je lepiej zapamiętać.
Z chwilą, gdy nie było jeszcze umiejętności pisania, zapisywania tekstu, przekazywano mądrości w formie zrytmizowanej poprzez przekaz ustny. Takim przykładem może być np. hinduska Mahabharata, której uczono się całe życie, by przekazać ją następnym pokoleniom.

  • Czy z tego wynika, że wszyscy muzycy są osobami niezwykle rozwiniętymi duchowo, skoncentrowanymi, komunikatywnymi?
Pewnie tak nie jest do końca, ponieważ nie zawsze jest tak, że on jest zarezerwowany wyłącznie dla zawodowych muzyków. W Salzburgu, w czasach Mozarta – a Salzburg nie był większy niż dzisiejsze Myślenice – było 120 amatorskich kwartetów! Ludzie się spotykali i grali. W związku z tym jak Haydn czy Mozart pisali kwartety, to ludzie kupowali te kwartety, bo chcieli sobie pograć w domu. Nie było płyt, ale była praktyka muzyczna. Moją ideą jest to, by uruchomić ludzi znowu do pewnej aktywności muzycznej. Oczywiście, że nauka gry na skrzypcach czy innych instrumentach pochłania mnóstwo czasu i jest trudna, samo poznawanie techniki jest żmudne.
  • Jaka więc jest Twoja propozycja?
Ideą moich warsztatów jest to by zacząć od instrumentu najbardziej rozpoznanego, czyli naszego ciała.

  • I wtedy to zaproszenie można skierować do osób niezwiązanych na codzień z muzyką, bez wykształcenia muzycznego?
Pozornie ciągle się ocieramy o muzykę, w markecie, w radiu, koledzy puszczają jakieś płyty, jest się fanem jakiegoś zespołu, to nie muszą być zamiłowania, że tak powiem, wysokich lotów.
Trzeba dojrzeć, nie możemy się niecierpliwić, irytować, że nasze dzieci się fascynują Dodą zamiast Schubertem. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, każdy etap ma swoją wartość, nawet, jeżeli jest banalny.
Kiedyś lekceważono muzykę ludową, dzisiaj do niej wracamy, doceniając jej piękno i prostotę. Naturalnie, jeśli ktoś chce iść dalej, musi wyjść poza melodię ludową, poznać nowe techniki.
W muzyce ludowej, którą bardzo cenię, a która jest i musi być ograniczona, ponieważ była przekazywana bez konkretnej wiedzy muzycznej, na zasadzie Mahabharaty, słuchało się, próbowało zapamiętać i imitować.

Moje pytanie jest też takie: co jest moją muzyką? Czy jestem w stanie stworzyć język, który byłby mi bliski, nie imitując nikogo. Takie zresztą były początki mojego myślenia o Osjanie, ponieważ ciągle, zwłaszcza w tym okresie wcześniejszym, imitowałem głównie muzyków amerykańskich, czyli grałem muzykę jazzową. Ale wiedziałem, że w ten sposób zawsze jestem 10 kroków za Amerykanami.
Ale z drugiej strony jak pomyślałem, że mam ubrać czapkę i spodnie krakowskie, to wydawało mi się, że będę się w coś przebierał. Naturalnie jestem polskim muzykiem, ale nie jestem ludowym muzykiem. Cenię też wykonania muzyki ludowej przez wykonawców nie ludowych, znam wyśmienite osoby, które potrafią grzebać w tej autentycznej muzyce ludowej i ją przywracać do życia. I to na pewno jest bardzo ważna działalność.
Naturalnie jest także język, który wydaje się być językiem uniwersalnym, czyli muzyka poważna.

  • A jednak nie jest ona do końca tak uniwersalna...
Tak, nie jest tak do końca, szczególnie w tych czasach, gdzie przekaz muzyczny staje się coraz bardziej niezrozumiały. Z chwilą, kiedy słuchacz nie rozumie, czego słucha, po prostu w pewnym momencie budzi to jego sprzeciw. Gdybym poszedł na wieczorek poezji chińskiej, gdzie najwybitniejszy chiński aktor recytowałby mi chińskie wiersze, to jestem przekonany, ze po pięciu minutach – nawet gdyby wiersze były najwyższych lotów – ja byłbym znużony.

  • To gdzie i jak się nauczyć słuchania muzyki poważnej?
Pytanie, czy w ogóle musimy się tego nauczyć....

Gdybyśmy założyli, że to język uniwersalny...

To myślenie właśnie poniosło fiasko, ten podział na widownię i herosów sceny, gdzie muzyka zaczęła się coraz bardziej oddalać od możliwości uczestniczenia w niej amatorów. Stała się wyłącznie domeną zawodowców, a z drugiej strony nagle powstała cała ogromna rzesza tzw. widowni, do której należało to, żeby bić brawo i podziwiać.

  • Ale widownia chyba to lubi...
Ja nie wiem czy tak lubi... Umiejętność koncentracji jest warunkiem porozumienia, pozwala nam szybciej przyswajać obcy dla nas materiał. Gdy mamy problem z koncentracją czytamy stronę książki, a po chwili w ogóle nie wiemy, co przeczytaliśmy. Z chwilą, gdy jesteśmy pochłonięci tym, co robimy, wtedy wszystko przychodzi szybciej, ale nie jest tak, że możemy być zdekoncentrowani w ciągu dnia codziennego, a potem czytamy coś ważnego, czego musimy się nauczyć i idzie nam jak po maśle.
Koncentracje musimy ćwiczyć na najdrobniejszych, codziennych zajęciach, krojąc ogórek i robiąc zupę grzybową, sprzątając mieszkanie i rąbiąc drwa. Z chwilą, gdy robimy coś w sposób nieprzytomny, powoli to działanie w stanie nieprzytomności przenosi się na całe nasze życie i coraz bardziej żyjemy niedbale i połowicznie. To przenosi się również na relacje intymne.
Mnóstwo osób zaczyna dzisiaj życie seksualne dość wcześnie, ale obawiam się, że niewiele z tego wynika, tzn. wszystko to jest bardzo powierzchowne. I takie są sygnały: bylejakość i powierzchowność, życie, które przypomina bezustanne zmienianie kanałów.

Mówiliśmy niedawno o tym przeskakiwaniu z warsztatu na warsztat, to wszystko objawy niemożności zakorzenienia się w czymś, niemożnością głębszego wejścia w coś, co chcemy... nie wiem czy chcemy... może nie chcemy?

  • Jacku, jak słucham tego, co mówisz, o koncentracji, uważności, lepszym życiu, zastanawiam się czy na codzień zadajemy sobie takie pytania, czy chcemy tego wszystkiego...
Pytanie o jakość naszego życia, to jest podstawowe pytanie, które powinniśmy sobie zadać od samego początku, w szkole podstawowej: jak chcemy żyć?
My chcemy zdobyć zawód, pieniądze, ale kto mówi o tym, jaka powinna być jakość naszego życia i od czego ona zależy.

  • Więcej mówimy o tym, jak przetrwać, jak sobie poradzić...
Głownie o tym, jak zdobyć szmal. Co tu zrobić, żeby otworzyć biznes, szybko zarobić pieniądze i problemy z głowy. Ale to nie jest żadną gwarancją jakości naszego bycia. Ja mam paru bardzo bogatych kolegów, naprawdę bogatych, to są jedne z najbardziej nieszczęśliwych osób, jakie znam.
Dlaczego? Ponieważ mają pieniądze, ale nie wiedzą, co to znaczy jakość bycia. Mają tysiące zabawek, którymi są znudzeni...

  • Ale jak dojść do takiego momentu, żeby zadać sobie pytanie o jakość życia? Nie przypominam sobie, by w szkole podstawowej, a nawet na spotkaniach oazy, któryś wychowawca podsuwał mi takie pytania.
Ja też będąc dzieckiem nie zastanawiałem się nad tym. Chodziłem do szkoły, miałem przynosić dobre stopnie, być grzecznym chłopcem, ale ani jedno, ani drugie mi się nie udawało.
To pytanie o jakość życia pojawiło się mocno i w sposób świadomy razem z moim nauczycielem medytacji. Słyszał jak gram na flecie I gdy skończyłem grać, mówi: Jacek, żebyś ty potrafił tak żyć, jak grasz. Ja sobie zadałem pytanie, jaka jest różnica pomiędzy tym jak gram, a tym jak żyję? Podstawowa, jak gram, jestem w stu procentach skupiony na tym, co robię, jestem kompletnie pochłonięty graniem, nie ma żadnej ubocznej myśli. W związku z tym, to, co robię, jest szczere i jest wchodzeniem w stu procentach w proces. I czy potrafię to doświadczenie muzyczne przenieść na inne sytuacje? Bo okazuje się, że muzyka jest bardzo prosta, a życie codzienne jest trudne.
Żeby jak żona mnie zawoła: Jacek, obiad... to żebym natychmiast był w stanie zostawić to, co robię, komponuję i powiedzieć: Już kochanie idę.

Nie wiemy jak żyć, wiemy jak stworzyć sztukę, a nie potrafimy z życia uczynić sztuki. A to jest najbardziej istotne.

  • I stąd twoja propozycja warsztatów zatytułowanych “Droga dźwięku, droga ciszy”, które wymyśliłeś i opracowałeś?

Słowo droga bardzo często implikuje trening. Tak, jak poprzez trening muzyczny jesteśmy w stanie doskonalić, szlifować swoje umiejętności, obojętnie na jakim etapie, ale zawsze mogąc uczynić postęp, tak głęboko wierzę, że powinniśmy równie poważnie podchodzić do naszego życia. Do naszych relacji z bliskimi, np. co zrobić, żeby być lepszą matką, ojcem, partnerem dla swojej żony, bardziej czujnym panem dla swojego psa. W tym pomaga uwaga. Naszym przekleństwem jest brak uważności. Nie słyszymy, co mówią do nas nasze dzieci, bo jesteśmy zajęci własnymi myślami, od których nie możemy się oderwać. Jesteśmy niewolnikami własnych myśli. To nie znaczy, że nie trzeba myśleć, ale jak ktoś do mnie mówi, powinienem natychmiast zacząć słuchać go z całą uwagą, bo to jest ważniejsze niż myśli. Kiedy coś tworzę, piszę muzykę, powinienem być w każdej chwili gotowy to rzucić i być uważnym na to, co się pojawia.

  • Ale jesteśmy chyba bardzo przywiązani do naszych myśli, wydaje się, że one nas konstytuują...
Dlatego trzeba rozróżnić myśli, które są myślami twórczymi i rzeczywiście coś budują, szczególnie, kiedy mamy pracę intelektualną, od tego potwornego śmietnika myśli, które nieustannie kotłują się w naszej głowie. To są setki banalnych informacji. To jest nałogowe słuchanie telewizji i radia, wraz z bałaganem, jaki tworzą te media. A my to nieustannie przeżuwamy, jednocześnie tracąc kontakt z rzeczywistością. Wiemy, co powiedział Kaczyński do Tuska, co posłanka Senyszyn, a co pan Napieralski, a kompletnie nie słyszymy, co się dzieje dookoła nas. Nie znaczy to, że mamy być głusi na politykę i nie mamy wchodzić w przeróżne relacje.
Ale pytanie brzmi: ile czasu dotykamy realności a ile czasu jesteśmy w chocholim tańcu własnych myśli.

  • Życie na wsi pomaga w byciu bliżej siebie, czy tu też można się otoczyć mediami?
Wszędzie można korzystać z ucieczki od kontaktu z rzeczywistością...
Na wsi bardziej niż w mieście dostrzegam własną nieuwagę, bo jest więcej ciszy. Nawet gdybyśmy byli na bezludnej wyspie, dalej mielibyśmy myśli i dalej byśmy coś wspominali, coś by bulgotało w naszych głowach, ale byśmy słyszeli, że coś takiego się dzieje. Natomiast w naszym życiu codziennym bardzo często nawet sobie nie zdajemy sprawy jak odlatujemy, jak bezustannie tworzymy jakiś świat iluzji, ile czasu poświęcamy na przeżuwanie przeszłości.

  • Mark Twain powiedział ponoć, że 80 procent rzeczy, którymi się zamartwiamy nigdy się nie wydarza...
Bardzo cenne stwierdzenie, podpisuję się pod nim. Naturalnie w tym, co mówię, to nie odkrywam niczego nowego, o tym dzwonią na wszystkich wieżach wszystkich kościołów wszystkich religii. Obudź się! Ja to też mówię do siebie, nie tylko do innych, z punktu widzenia kogoś, kto ma nieuważność już dawno za sobą...

  • Jacku, musimy kończyć, bo moja córeczka płacze i już bardzo chce spać. Fajnie mi się ciebie słucha, ale przecież słyszę także, że moje dziecko płacze...
I słusznie! I to jest właściwa reakcja.



Jacek Ostaszewski
– kompozytor, muzyk, lider grupy Osjan, wieloletni wykładowca Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, autor metody edukacji muzycznej Droga Dźwięku, Droga Ciszy obejmującej nowatorskie podejście do pracy z rytmem i melodyką. Ta autorska, holistyczna metoda muzycznego treningu i prowadzone przez niego warsztaty cieszą się zainteresowaniem zarówno środowiska teatralnego jak i muzykoterapeutów, psychologów, psychiatrów i pedagogów. Prowadzi warsztaty w kraju i za granicą (USA, Japonia, Portugalia). Stale współpracuje z Polskim Towarzystwem Eriksonowskim.

Monika Dudek – organizatorka warsztatów Droga dźwięku, droga ciszy prowadzonych przez Jacka Ostaszewskiego.
Kolejne warsztaty odbędą się w dniach 7-8 listopada 2009 w Ośrodku Terapii i Rozwoju Osobistego Złoty Most przy ul. Emaus 4/1 w Krakowie.





NEWSLETTER

Podaj adres e-mail aby otrzymywać newslettera!


REKLAMA

REKLAMA GOOGLE

KURS NA KURS

ul. Felicjanek 19/3
31-103 Kraków



strona główna | kursy | artykuły | wydarzenia | czytelnia | partnerzy | zespół | kontakt
© 2010 KURS NA KURS | Design by MANTO