Fundacja Liternet.pl, postanowiła przedłużyć marcowy Tydzień e-booków i dokładnie ostatniego dnia święta elektronicznej książki, ruszyła z kampanią promującą czytanie w Internecie – konkretniej – utworów znajdujących się w domenie publicznej.
Liternetowcy postanowili obalić stereotyp przeraźliwie nudnego, bo przecież żyjącego wieki temu autora. Takiego pisarskiego delikwenta poddają dizajnerskiemu warsztatowi, gdzie zostaje uwspółcześniony i z powodzeniem osadzony w cybernetycznej przestrzeni. W ten oto sposób pojawiła się przewrotna grafika Łukasza Libiszewskiego, przedstawiająca Bolesława Prusa robiącego sobie zdjęcie tandetną cyfrówką. Pod grafiką zostały umieszczone iście matrymonialne informacje, takie jak na przykład kolor oczu (brązowy), ulubiony zespół (Kombi) czy ulubione perfumy (Old Spice). Wszystko to opieczętowane zachęcającym sloganem
„Jestem wolny, spotkajmy się w Internecie”.
Oczywiście e-Prus był jedynie preludium do szeroko zakrojonej akcji. Co tydzień profilowe podium zajmuje inny artysta. Oprócz wyśmienitej grafiki towarzyszącej każdemu z twórców, tablica fan page’u zapełnia się linkami odsyłającymi do ich dzieł, które udostępniają takie portale jak
wolnelektury.pl czy
polona.pl. Są to oczywiście utwory znajdujące się w domenie publicznej, czyli takie, do których każdy ma nieograniczony dostęp, bowiem są one wspólnym dobrem całego społeczeństwa. Trafiają do niej utwory autorów, od których śmierci minęło co najmniej siedemdziesiąt lat, czyli tyle ile potrzeba na wygaśnięcie praw autorskich.
Fundacja zwróciła uwagę na problem wydawnictw, które publikują tytuły należące do domeny publicznej. Ograniczają w ten sposób wydatki do skrajnego minimum, nie płacą za prawa autorskie, a na wydawanych książkach zarabiają krocie, ponieważ drukują głównie lektury szkolne. Warto pamiętać, że do tych utworów, wszyscy mamy darmowy dostęp. Stąd kolejne hasło akcji: „Autorów w domenie publicznej czytam tylko w Internecie!”. Digitalizacja literatury staje się coraz powszechniejsza, zasoby cyfrowych bibliotek powiększają się z dnia na dzień. Skoro mamy dostęp do takiej bazy lektur (rzecz jasna nie tylko szkolnych), czemu by z nich nie korzystać?