REKOMENDACJE /

"trylogia" inaczej

Premiera „Trylogii” Henryka Sienkiewicza w adaptacji i reżyserii Jana Klaty na Dużej Scenie Starego Teatru rozpoczęła w lutym festiwal re_wizje/sarmatyzm. I rzeczywiście całkowitej rewizji zostało poddane dzieło funkcjonujące dotąd w wyobraźni Polaków, tak jak narzuciła nam to bardzo sugestywna filmowa interpretacja Jerzego Hoffmana.

REKLAMA GOOGLE



Już w pierwszej chwili widzimy, ze wszystko tu jest inaczej – na scenie zrujnowany kościół z obrazem Czarnej Madonny, zamieniony w polowy szpital, ksiądz przemawia z ambony nad trumną Pana Wołodyjowskiego: "Panie Wołodyjowski, larum grają!". Tu na metalowych łóżkach reżyser ułożył swoich pokiereszowanych bohaterów. Przedstawiają się nam po kolei, dość wymienić kilka postaci, żeby zorientować się, że nic tu nie będzie „normalnie”: Anna Dymna to Baśka, Ewa Kolasińska – Krzysia, Andrzej Kozak w dresie– Pan Wołodyjowski, Krzysztof Globisz – Kmicic, Jerzy Grałek w rozdeptanych kapciach – Skrzetuski. Zresztą w trakcie przedstawienia ci sami aktorzy wcielają się w różne postaci.

Reżyser skondensował wszystkie 3 części „Trylogii” w 4-godzinnym spektaklu. Wszyscy i tak doskonale znamy intrygę, więc wystarczy skrót, jakaś aluzja, zabawa cytatami – aby w głowie widza „przewinęła się” cała historia. Wszystko toczy się w zawrotnym tempie i jest bardzo zabawnie – śmieszne dialogi, szaleńcze galopady, aktorzy bawią się swoimi postaciami i teatralną konwencją, Matka Boska przemawia z obrazu i protekcjonalnie czochra czuprynę Kmicica, ale w pewnym momencie okazuje się, że tak naprawdę to jest strasznie... Wszystkie części rozgrywają się w tej samej scenografii, a jednak chwilami mamy wrażenie, że to Zbaraż, Kamieniec Podolski, Jasna Góra, a nawet powstańcza Warszawa ze zbudowaną naprędce z łóżek barykadą czy schodzącymi do kanałów bohaterami. Zwłaszcza w ostatniej części nie brak scen, które chcą chwytać widza za gardło – scena staje się miejscem zbiorowej ofiary, a bohaterowie na swoich wyimaginowanych konikach galopują wprost ku zagładzie, przedstawionej tu jako zbiorowe radosne poddanie się egzekucji, jak komunii. Bohaterowie, w krótkich przerwach pomiędzy kolejnymi dziejowymi zawieruchami, próbują budować swoje prywatne domowe szczęście: na początku 3. aktu ciężarne kobiety, które wreszcie po licznych perypetiach zdobyły swoich ukochanych, wyraźnie chciałyby zatrzymać ich w domu i choć na chwilę zignorować fakt, że „obowiązek i ojczyzna wzywa” – jednak nic z tego... „Trzeba zginąć, gdy się pochopnie przysięgło” – mówi złośliwie reżyser.

Teatralne wyzwanie Jana Klaty rzucone wizji polskości i polskim mitom, których symbolem jest dla niego „Trylogia”, spotkało się z bardzo skrajnymi opiniami krytyków. Dla niektórych to przedstawienie to „poduchy, wyra, śmichy-chichy, wygłup, sen, Sienkiewicz sztubackimi gagami w sklerotycznego durnia zmieniony.”, po prostu sekwencja kabaretowych skeczy. Dla innych: „niewiarygodnie śmieszne przedstawienie”, które „ocala to, co u Sienkiewicza piękne (miłość), obśmiewa to, co głupie (wojna)”, a nawet rodzaj zbiorowej psychoterapii.

Przedstawienie, które wzbudza tak skrajne emocje, po prostu trzeba zobaczyć samemu!

Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej, Duża Scena, ul. Jagiellońska 1, tel. 12/ 422 40 40, www.stary.pl

Rozmowa z Janem Klatą, Rzeczpospolita, 20.02.2009





NEWSLETTER

Podaj adres e-mail aby otrzymywać newslettera!


REKLAMA

REKLAMA GOOGLE

KURS NA KURS

ul. Felicjanek 19/3
31-103 Kraków



strona główna | kursy | artykuły | wydarzenia | czytelnia | partnerzy | zespół | kontakt
© 2010 KURS NA KURS | Design by MANTO